Hostel jest tak wygodny i mily, ze spalismy do 11:00... Obudzily nas Holenderki, ktore zbieraly sie do wyjscia. Bridget zostawila pietro wyzej otwarte okno i poszla na impreze, a w nocy padalo, wiec troche wody kapalo do naszego pokoju :) ale strat poza gratisowa mapa Antwerpii nie bylo.
Zjedlismy sniadanko. W lodowce jest specjalna polka "free stuff", na ktorej jest troche dzemu, nutelli i jakichs innych sniadaniowych dodatkow. Jest tez darmowe pieczywko i toster. Tak wiec najedlismy sie niezle :) potem zeszlismy na dol, zeby obejrzec film na DVD (The Stone Family). Gosi sie bardzo podobal ;) romansidlo jakies.
Potem poszlismy na spacerek na stare miasto. Kupilismy znaczki Antwerpii do przyczepiania do plecaka. Niestety drogie: 4.25 za jeden. Ale jak sie okazalo, mozna sie potargowac i mily Belg obnizyl nam do 4.00 ;) Ogolnie odnosimy wrazenie, ze Belgowie do najmilsi mieszkancy Europy :) wszyscy sa bardzo serdeczni.
Na obiad Gosia ugotowala pyszne Spaghetti Carbonara. Po obiadku przyjechal nowy wspollokator - Ander z USA. Wraca wlasnie do USA z Egiptu, gdzie byl miesiac.
Zaraz wlaczymy sobie jakis nastepny film do piwka.
Jutro jedziemy do Paryza. Normalnie mozna sie tam dostac w jakies 2 godziny superszybkim pociagiem, ale niestety trzeba doplacac 15 euro za osobe, wiec zrezygnowalismy. Jedziemy z trzema przesiadkami :) miejmy nadzieje, ze kolej maja punktualna, bo czas na przesiadki to okolo 10 minut!
niedziela, 29 lipca 2007
sobota, 28 lipca 2007
Zdjecia! Tadaaam!
Jednak sie udalo! Na tym trupie wrzucanie zdjec zajelo ponad godzine. Mamy nadzieje, ze docenicie nasz trud :)))
Amsterdam. Bartek z przewodnikiem Lonely Planet na placu Dam.
Amsterdam. Frytki. Porcja "Obelix" z sosem (4.15 euro). Prawie jak worek kartofli. Czyli nasz obiad :)))
Day 7: Antwerpen Centraal
Jestesmy w Antwerpii! Przyjechalismy pociagiem IC, ktory normalnie jedzie do Brukseli. Scisk byl niesamowity, ale my, jako naczelne cwaniaki, siedzielismy wygodnie (przyjechalismy wczesniej na stacje i czatowalismy na dobrym peronie). Niektorzy musieli stac!
Pociag smignal w 2 godzinki na Anterpen Centraal. Stacja piekna. Pod ziemia nowoczesna, a na wierzchu zabytkowa.
Wyciagnelismy nasza magiczna karteczke ze wskazowkami jak dojsc do hostelu (do kazdego hostelu ma sie takie wskazowki, gdy rezerwuje sie przez hostelworld.com) i wyruszylismy z naszymi kilkunastokilogramowymi plecakami (wydaja sie byc coraz ciezsze....). Droga z dworca jest dosc dluga - 15 minut piechota, ale trafilismy bez bladzenia. Przy okazji na tej samej kartce przeczytalismy, ze dobrze jest uprzedzic o dokladnej godzinie przybycia, bo nie zawsze obsluga jest na miejscu. Wiec troche zaczelismy sie martwic. Na drzwiach zastalismy karteczke z napisem "Jestesmy na rybach" i instrukcja:
Krok 1: zadzwon dzwonkiem i poczekaj minute lub 2 (jest duzo schodow). Jesli nie przyjde, patrz krok 2
Krok 2: Prawdopodobnie jestem na rybach lub gdzies na miescie. Zadzwon na komorke, to wroce i Cie wpuszcze :)
Na szczescie krok 1 poskutkowal. Przywitala nas Bridget - wlascicielka. Niesamowicie ciepla osoba. Podala nam reke przedstawiajac sie i zabrala od razu do pokoju na pierwszym pietrze, zebysmy mogli zostawic nasze ciezkie plecaki. Potem oprowadzila nas po hostelu, ktory okazal sie byc bardzo maly - 3 dwupietrowe lozka + lazienka + kuchnia + salon z komputerem, telewizorem i DVD i.... genialna szafa pelna: przewodnikow, gier, filmow DVD, ksiazek. Wszystko jest po prostu idealne i przekroczylo nasze wszelkie oczekiwania. Chyba nagroda za wytrwalosc w Flying Pig w Amsterdamie! Bridget powiedziala, ze sama byla backpackerka i jej marzeniem bylo otworzenie wlasnego, idealnego hostelu. Podczas swoich podrozy, notowala czego jej brakuje w hostelach. To marzenie zrealizowala w 100%. Jest wszystko, czego potrzeba: kuchnia z przyprawami i oliwa (bo kto dalby rade nosic ze soba butelke z oliwa?). Dzieki temu zjedlismy najsmaczniejszy do tej pory obiad. Spaghetti bolgnese, salatka caprese i pyszne zimne piwko. A wszystko za jakies 4 euro :)
Dzisiejszy wieczor poswiecamy na odpoczynek. Nasze wspoltowarzyszki (3 holenderki) poszly na impreze. Wiec caly hostel jest do naszej dyspozycji. Mamy piwko i belgijska czekolade (podobno najlepsza na swiecie!).
Sama Antwerpia bardzo nas zaskoczyla! Spodziewalismy sie malego, skromnego miasta. Nic bardziej mylnego! Antwerpia to spore i przepiekne miasto. Imponujaca starowka, stare kamienice, wielka katedra. Zwiedzimy czesc jutro, dzis nie mielismy sily - tylko maly spacer.
Belgowie (tak jak holendrzy) sa bardzo mili i swietnie mowia po angielsku. Nawet kasjerka w supermarkecie bardzo ucieszyla sie, ze moze nam wytlumaczyc jak dojsc do jakiegos miejsca (mimo, ze miala kilkuosobowa kolejke do obsluzenia).
Idziemy wybierac firm i gre na dzis!
Mielismy jutro zrobic wypad do Brukseli, ale jest tu tak swietnie, ze zostajemy i wykorzystamy ten czas na odpoczynek przed paryskim szalenstwem.
Sciskamy Was mocno!
Zla wiadomosc jest taka, ze komputer w hostelu jest dosc stary i chyba nie da rady wrzucic zdjec...
Pociag smignal w 2 godzinki na Anterpen Centraal. Stacja piekna. Pod ziemia nowoczesna, a na wierzchu zabytkowa.
Wyciagnelismy nasza magiczna karteczke ze wskazowkami jak dojsc do hostelu (do kazdego hostelu ma sie takie wskazowki, gdy rezerwuje sie przez hostelworld.com) i wyruszylismy z naszymi kilkunastokilogramowymi plecakami (wydaja sie byc coraz ciezsze....). Droga z dworca jest dosc dluga - 15 minut piechota, ale trafilismy bez bladzenia. Przy okazji na tej samej kartce przeczytalismy, ze dobrze jest uprzedzic o dokladnej godzinie przybycia, bo nie zawsze obsluga jest na miejscu. Wiec troche zaczelismy sie martwic. Na drzwiach zastalismy karteczke z napisem "Jestesmy na rybach" i instrukcja:
Krok 1: zadzwon dzwonkiem i poczekaj minute lub 2 (jest duzo schodow). Jesli nie przyjde, patrz krok 2
Krok 2: Prawdopodobnie jestem na rybach lub gdzies na miescie. Zadzwon na komorke, to wroce i Cie wpuszcze :)
Na szczescie krok 1 poskutkowal. Przywitala nas Bridget - wlascicielka. Niesamowicie ciepla osoba. Podala nam reke przedstawiajac sie i zabrala od razu do pokoju na pierwszym pietrze, zebysmy mogli zostawic nasze ciezkie plecaki. Potem oprowadzila nas po hostelu, ktory okazal sie byc bardzo maly - 3 dwupietrowe lozka + lazienka + kuchnia + salon z komputerem, telewizorem i DVD i.... genialna szafa pelna: przewodnikow, gier, filmow DVD, ksiazek. Wszystko jest po prostu idealne i przekroczylo nasze wszelkie oczekiwania. Chyba nagroda za wytrwalosc w Flying Pig w Amsterdamie! Bridget powiedziala, ze sama byla backpackerka i jej marzeniem bylo otworzenie wlasnego, idealnego hostelu. Podczas swoich podrozy, notowala czego jej brakuje w hostelach. To marzenie zrealizowala w 100%. Jest wszystko, czego potrzeba: kuchnia z przyprawami i oliwa (bo kto dalby rade nosic ze soba butelke z oliwa?). Dzieki temu zjedlismy najsmaczniejszy do tej pory obiad. Spaghetti bolgnese, salatka caprese i pyszne zimne piwko. A wszystko za jakies 4 euro :)
Dzisiejszy wieczor poswiecamy na odpoczynek. Nasze wspoltowarzyszki (3 holenderki) poszly na impreze. Wiec caly hostel jest do naszej dyspozycji. Mamy piwko i belgijska czekolade (podobno najlepsza na swiecie!).
Sama Antwerpia bardzo nas zaskoczyla! Spodziewalismy sie malego, skromnego miasta. Nic bardziej mylnego! Antwerpia to spore i przepiekne miasto. Imponujaca starowka, stare kamienice, wielka katedra. Zwiedzimy czesc jutro, dzis nie mielismy sily - tylko maly spacer.
Belgowie (tak jak holendrzy) sa bardzo mili i swietnie mowia po angielsku. Nawet kasjerka w supermarkecie bardzo ucieszyla sie, ze moze nam wytlumaczyc jak dojsc do jakiegos miejsca (mimo, ze miala kilkuosobowa kolejke do obsluzenia).
Idziemy wybierac firm i gre na dzis!
Mielismy jutro zrobic wypad do Brukseli, ale jest tu tak swietnie, ze zostajemy i wykorzystamy ten czas na odpoczynek przed paryskim szalenstwem.
Sciskamy Was mocno!
Zla wiadomosc jest taka, ze komputer w hostelu jest dosc stary i chyba nie da rady wrzucic zdjec...
piątek, 27 lipca 2007
Flying Pig - famous hostel
Oswoilismy juz sie troche z hostelem - albo inaczej - oswoilismy hostel ;)
Pierwszego dnia chcielismy uciekac - wszedzie bylo brudno, w naszym lozku byly czyjes skarpety. I okazalo sie ze w zwiazku z tym nie odespimy nocy ;) Spore wrazenie robi tez fakt, ze bedzie sie spalo w jednym pokoju z 30 innymi osobami.
Teraz widzimy juz wiele plusow
- lozko jest juz czyste,
- wiemy gdzie co jest - okazalo sie ze sa jednak prysznice. Slyszelismy dzis przy sniadaniu rozmowe innych gosci z ktorej wynikalo ze oni nie szukali tak dokladnie jak my i pogodzili sie z faktem braku prysznica. Mowili mniej wiecej cos takiego: "- Znalezniscie moze prysznic?" "- Nie, ale tez szukalismy" "-Straszne, co? Tyle tu ludzi i zadnego prysznica"
- My z kolei nadal nie znalezlismy meskiej toalety, ale damskich jest z 5 wiec nie ma problemu ;)
- darmowe sniadania - dzis jedlismy tosty, jajka i croisonty z kawa
- darmowy internet
- opary jakby zelzaly, albo nam sie nosy przyzwyczaily
- jestesmy tak zmeczeni ze w nocy nie budzi nas powrot zadnego z 30 wspolspaczy ;)
Generalnie - miejsce ciekawe, warte zaliczenia, choc moze czystoscia nie grzesza, to maja swoje zalety. :)
Pierwszego dnia chcielismy uciekac - wszedzie bylo brudno, w naszym lozku byly czyjes skarpety. I okazalo sie ze w zwiazku z tym nie odespimy nocy ;) Spore wrazenie robi tez fakt, ze bedzie sie spalo w jednym pokoju z 30 innymi osobami.
Teraz widzimy juz wiele plusow
- lozko jest juz czyste,
- wiemy gdzie co jest - okazalo sie ze sa jednak prysznice. Slyszelismy dzis przy sniadaniu rozmowe innych gosci z ktorej wynikalo ze oni nie szukali tak dokladnie jak my i pogodzili sie z faktem braku prysznica. Mowili mniej wiecej cos takiego: "- Znalezniscie moze prysznic?" "- Nie, ale tez szukalismy" "-Straszne, co? Tyle tu ludzi i zadnego prysznica"
- My z kolei nadal nie znalezlismy meskiej toalety, ale damskich jest z 5 wiec nie ma problemu ;)
- darmowe sniadania - dzis jedlismy tosty, jajka i croisonty z kawa
- darmowy internet
- opary jakby zelzaly, albo nam sie nosy przyzwyczaily
- jestesmy tak zmeczeni ze w nocy nie budzi nas powrot zadnego z 30 wspolspaczy ;)
Generalnie - miejsce ciekawe, warte zaliczenia, choc moze czystoscia nie grzesza, to maja swoje zalety. :)
Day 5
Dzis dzien w locie ;)
1. Amsterdam Diamonds Grouop - bylißmy ws fabryce diamentów!! Oprowadzala nas polska przewodniczka - opowiadala nam jak sie szlifuje diamenty i od czago dokladnie zalezy ich cena. Potem zaprowadzila nas do pokoju do ktorego poczta pneumatyczna przyszla tuba z diamentami. Moglismy je obejrzec i oczywiscie zamowic ;) Cena jednego swiecidelka od 700 do 2000 euro. Obiecalismy ze jak juz bedziemy rozwazali zakup diamentow to wrocimy. W koncu sam przelot to byloby pewnie 5% ceny ;) wiec why not?
Dla nas najwazniejsza byla dalsza czesc - dostalismy w prezencie po dwie czekoladki -belgijskie. I zostalismy zaproszeni na kawe i cole na koszt firmy. Na jednej filizance sie nie skonczylo ;) wypilismy ile zmiescilismy i poszlismy dalej.
2. Potem Rembrandt House - zwiedzalismy dom i pracownie Rembrandta. Bomba! Same obrazy moze nie za ciekawe ale calosc fajna. Van Gogh malowal ciekawie.
Do mamy Gosi: ;) byly u Van Gogha bzy, ale Twoje ladniejsze!
3. Zwiedzalismy HouseBoat - dom na lodce. Zupelnie nowoczesnie urzadzone mieszkanko.
4. Bylismy tez w FOAM - galerii fotograficznej. Dosc wspolczesna sztuka, ale udalo nam sie nawet cos z tamtad wyniesc i.. nic nie popsuc ;)
Potem przyszedl czas na obiad - dzis wydalismy na niego 4,25 euro - byly to wielkie belgijskie fryty z majonezem. Jedne na dwojga - ale takie wielkie, ze chyba nikt by nie zjadl takich.
Wieczorem sie rozdzielilismy - Gosia na zwiedzanie sklepow, Bartek do hostelu :)
A teraz rozwazamy czy zostac w hostelu czy pojsc do Czerwonych Latarni. Glosy sa podzielone.
1. Amsterdam Diamonds Grouop - bylißmy ws fabryce diamentów!! Oprowadzala nas polska przewodniczka - opowiadala nam jak sie szlifuje diamenty i od czago dokladnie zalezy ich cena. Potem zaprowadzila nas do pokoju do ktorego poczta pneumatyczna przyszla tuba z diamentami. Moglismy je obejrzec i oczywiscie zamowic ;) Cena jednego swiecidelka od 700 do 2000 euro. Obiecalismy ze jak juz bedziemy rozwazali zakup diamentow to wrocimy. W koncu sam przelot to byloby pewnie 5% ceny ;) wiec why not?
Dla nas najwazniejsza byla dalsza czesc - dostalismy w prezencie po dwie czekoladki -belgijskie. I zostalismy zaproszeni na kawe i cole na koszt firmy. Na jednej filizance sie nie skonczylo ;) wypilismy ile zmiescilismy i poszlismy dalej.
2. Potem Rembrandt House - zwiedzalismy dom i pracownie Rembrandta. Bomba! Same obrazy moze nie za ciekawe ale calosc fajna. Van Gogh malowal ciekawie.
Do mamy Gosi: ;) byly u Van Gogha bzy, ale Twoje ladniejsze!
3. Zwiedzalismy HouseBoat - dom na lodce. Zupelnie nowoczesnie urzadzone mieszkanko.
4. Bylismy tez w FOAM - galerii fotograficznej. Dosc wspolczesna sztuka, ale udalo nam sie nawet cos z tamtad wyniesc i.. nic nie popsuc ;)
Potem przyszedl czas na obiad - dzis wydalismy na niego 4,25 euro - byly to wielkie belgijskie fryty z majonezem. Jedne na dwojga - ale takie wielkie, ze chyba nikt by nie zjadl takich.
Wieczorem sie rozdzielilismy - Gosia na zwiedzanie sklepow, Bartek do hostelu :)
A teraz rozwazamy czy zostac w hostelu czy pojsc do Czerwonych Latarni. Glosy sa podzielone.
Day 6: Amsterdam continues
Przed nami ostatni dzien w Amsterdamie... Gosia sie jeszcze szykuje, wiec wykorzystalem ten czas, zeby napisac cos na blogu ;) Wczoraj mielismy niezly maraton muzealny.
Widzielismy Rijskmuseum z dzielami Rembrandta i wielu innych mistrzow holenderskich (piekne, najbardziej podobaly nam sie obrazy przedstawiajace historie Holandii, kolonizacji itp. - co ciekawe, na wiekszosci obrazow znalazl sie piesek albo nawet kilka!). Nastepnie przeszlismy sie do muzem Van Gogha. Bardzo ciekawie zaaranzowane - chronologicznie, mozna sledzic "rozwoj" artysty i powiazac go z zyciorysem. Super!
Tego dnia zaliczylismy jeszcze muzeum holenderskiego ruchu oporu. Cos na ksztalt naszego muzeum powstania warszawskiego, ale duzo skromniejsze (bo i sama historia "skromniejsza").
Na obiad - wypas - pizza w prawdziwej restauracji :) zaszalelismy ;) ale byla pyszna!
Potem jeszcze tylko piwko nad kanalem "Panów" (Herrengracht) i... udalismy sie w kierunku dzielnicy czerwonych latarni. Z przewodnika wiedzielismy, ze nie mozna robic zdjec dziewczynom i wchodzic w dyskusje z dilerami. Jak sie okazalo, miejsce jest pelne turystow i nie ma sie czego bac ;) Bardzo nam sie podobalo (Gosia juz przyszla i nie zaprzecza ;)). Dziewczyny rozne, do wyboru, do koloru (nomen omen). Kilka nam sie podobalo ;) jest tam tez chyba z 1000 sex shopow.
Ogolnie Amsterdam dziwny, inny niz wszystkie miasta, ktore poznalismy do tej pory i mimo wszystko chyba najbezpieczniejszy. Ale caly w tym jego urok!
Przypominamy, ze fotek nie ma, bo nie ma tu czytnika kart SD ani portu USB. Moze w Antwerpii.
Pogode mamy wciaz w kratke. Wczoraj byla niezla ulewa - na szczescie bylismy wtedy w sklepie :)
Widzielismy Rijskmuseum z dzielami Rembrandta i wielu innych mistrzow holenderskich (piekne, najbardziej podobaly nam sie obrazy przedstawiajace historie Holandii, kolonizacji itp. - co ciekawe, na wiekszosci obrazow znalazl sie piesek albo nawet kilka!). Nastepnie przeszlismy sie do muzem Van Gogha. Bardzo ciekawie zaaranzowane - chronologicznie, mozna sledzic "rozwoj" artysty i powiazac go z zyciorysem. Super!
Tego dnia zaliczylismy jeszcze muzeum holenderskiego ruchu oporu. Cos na ksztalt naszego muzeum powstania warszawskiego, ale duzo skromniejsze (bo i sama historia "skromniejsza").
Na obiad - wypas - pizza w prawdziwej restauracji :) zaszalelismy ;) ale byla pyszna!
Potem jeszcze tylko piwko nad kanalem "Panów" (Herrengracht) i... udalismy sie w kierunku dzielnicy czerwonych latarni. Z przewodnika wiedzielismy, ze nie mozna robic zdjec dziewczynom i wchodzic w dyskusje z dilerami. Jak sie okazalo, miejsce jest pelne turystow i nie ma sie czego bac ;) Bardzo nam sie podobalo (Gosia juz przyszla i nie zaprzecza ;)). Dziewczyny rozne, do wyboru, do koloru (nomen omen). Kilka nam sie podobalo ;) jest tam tez chyba z 1000 sex shopow.
Ogolnie Amsterdam dziwny, inny niz wszystkie miasta, ktore poznalismy do tej pory i mimo wszystko chyba najbezpieczniejszy. Ale caly w tym jego urok!
Przypominamy, ze fotek nie ma, bo nie ma tu czytnika kart SD ani portu USB. Moze w Antwerpii.
Pogode mamy wciaz w kratke. Wczoraj byla niezla ulewa - na szczescie bylismy wtedy w sklepie :)
czwartek, 26 lipca 2007
Day 5: Latajace swinie...
Dzien czystych koszulek :) Zmienilismy garderobe z niemieckiej na holenderska ;) czujemy sie jak nowonarodzeni.
Amsterdam jest cudowny! Caly poprzecinany kanalami, na brzegu ktorych sa piekne i geste (cienkie) domy :)
Wczoraj dotarlismy okolo 10 z nadzieja na odrobienie niedospanej nocy (z pociagu nocnego). Ale nie ma tak dobrze. Nasz pokoj jest na parterze, a zaczeli sprzatanie od trzeciego pietra. O 11 mialo byc gotowe. Niestety 11 okazala sie 14 ;) wiec poszlismy zwiedzac. Kupilismy I amsterdam Card, ktora zawiera w sobie bilet na metro i tramwaje (48 h) i na wejscia (bezplatne!) do wiekszosci muzeow. W cene wliczony jest takze rejs lodka po kanalach!
Pierwszego dnia zaliczylismy StedelijkMuseum (sztuka nowoczesna, niestety nic ciekawego, Gosia za to popsula jeden eksponat, ucieklismy ;)), darmowy likier w jakims barze, kasyno (nie gralismy, dostalismy darmowe piwo, 1 euro utknelo nam w jednorekim bandycie, wiec to chyba kolejna rzecz jaka wczoraj popsulismy.
Poza tym bylismy w Heineken Experience (muzeum miejscowego browaru). Bylo rewelacyjnie! Bardzo interaktywnie, 3 piwa w cenie, moglismy nawet zobaczyc jak sie czuje butelka heinekena :))
Z ciekawostek: co 100 m czuje sie charakterystyczny zapach marihuany. Jest to prawie tak powszechne jak papierosy. Gosia chyba jest podatna na same opary, bo wczoraj bylo baaardzo wesolo w kolejce po I amsterdam Card (wczesniej bylismy 30 minut w naszej recepcji obok happy roomu) ;)
Teraz jestesmy po sniadaniu i ruszamy na podboj miasta! Gosia mowi, ze zwiedzimy dzis 12 obiektow (przynajmniej tyle jest na liscie na dzis)!
Amsterdam jest cudowny! Caly poprzecinany kanalami, na brzegu ktorych sa piekne i geste (cienkie) domy :)
Wczoraj dotarlismy okolo 10 z nadzieja na odrobienie niedospanej nocy (z pociagu nocnego). Ale nie ma tak dobrze. Nasz pokoj jest na parterze, a zaczeli sprzatanie od trzeciego pietra. O 11 mialo byc gotowe. Niestety 11 okazala sie 14 ;) wiec poszlismy zwiedzac. Kupilismy I amsterdam Card, ktora zawiera w sobie bilet na metro i tramwaje (48 h) i na wejscia (bezplatne!) do wiekszosci muzeow. W cene wliczony jest takze rejs lodka po kanalach!
Pierwszego dnia zaliczylismy StedelijkMuseum (sztuka nowoczesna, niestety nic ciekawego, Gosia za to popsula jeden eksponat, ucieklismy ;)), darmowy likier w jakims barze, kasyno (nie gralismy, dostalismy darmowe piwo, 1 euro utknelo nam w jednorekim bandycie, wiec to chyba kolejna rzecz jaka wczoraj popsulismy.
Poza tym bylismy w Heineken Experience (muzeum miejscowego browaru). Bylo rewelacyjnie! Bardzo interaktywnie, 3 piwa w cenie, moglismy nawet zobaczyc jak sie czuje butelka heinekena :))
Z ciekawostek: co 100 m czuje sie charakterystyczny zapach marihuany. Jest to prawie tak powszechne jak papierosy. Gosia chyba jest podatna na same opary, bo wczoraj bylo baaardzo wesolo w kolejce po I amsterdam Card (wczesniej bylismy 30 minut w naszej recepcji obok happy roomu) ;)
Teraz jestesmy po sniadaniu i ruszamy na podboj miasta! Gosia mowi, ze zwiedzimy dzis 12 obiektow (przynajmniej tyle jest na liscie na dzis)!
środa, 25 lipca 2007
Odbiór?
A moze byscie cos do nas napisali? :)))
Wystarczy dodac komentarz - mozna to zrobic do kazdej notki.
Wystarczy dodac komentarz - mozna to zrobic do kazdej notki.
Day 4: Amsterdam, Netherlands
Dotarlismy!
Nasza podroz z Berlina do Amsterdamu trwala 13 godzin. Okazalo sie ze z naszymi plecakami rownie dobrze biega sie, jak chodzi ;) Pociag z Berlina do Brukseli mial 25 minutowe opoznienie - a 25 miut mielismy wlasnie zaplanowane na przesiadke. W rezultacie w ciagu dwoch minut musielismy znalezc odpowiedni peron i wskoczyc do pociagu. Udalo sie w ostatniej chwili.
Amsterdam powital nas tlokiem na ulicach i charakterystycznymi oparami ;)
Teraz idziemy na sniadanie, a od 11 mozemy zameldowac sie w pokoju.
Nasza podroz z Berlina do Amsterdamu trwala 13 godzin. Okazalo sie ze z naszymi plecakami rownie dobrze biega sie, jak chodzi ;) Pociag z Berlina do Brukseli mial 25 minutowe opoznienie - a 25 miut mielismy wlasnie zaplanowane na przesiadke. W rezultacie w ciagu dwoch minut musielismy znalezc odpowiedni peron i wskoczyc do pociagu. Udalo sie w ostatniej chwili.
Amsterdam powital nas tlokiem na ulicach i charakterystycznymi oparami ;)
Teraz idziemy na sniadanie, a od 11 mozemy zameldowac sie w pokoju.
wtorek, 24 lipca 2007
Day 3 multi-kulti
Uwaga: klikajcie w zdjecia, jak chcecie powiekszyc!



Tym przyjechalismy :))



Slon akrobata ;)
Ostatni dzien w Berlinie! Spalismy troche dluzej, bo przed nami podroz nocnym pociagiem. Obudzilo nas nerwowe pakowanie dwoch Amerykanow... mieli samolot w ciagu godziny... moze zdazyli, chociaz z hostelu na lotnisko jest spory kawalek.
Wczoraj wieczorem rozmawialismy z naszymi wspollokatorami (Maja z Izraela, gosc z Indii i chlopak z USA). Patrzac na sklad mozna sie spodziewac dyskusji o poplatanej historii Zydow, Polakow. Bombardowaniach Iraku, problemu z Pakistanem, powstaniu warszawskim. Dodatkowo dowiedzielismy sie, ze nasi blizniacy sa znani nawet w Azji...
Sniadanko zjedlismy na trawie (znow z supermarketu). Bylo super, bo swiecilo slonce. Potem pogoda w kratke - czasem kropilo. Najwieksze wrazenie zrobilo na nas muzeum Stasi, ktore znajduje sie w dawnej siedzibie ministerstwa bezpieczenstwa. Tam krecili film (ktory polecamy wszystkim, ktorzy go nie widzieli) - Zycie na podsluchu.
Bylismy tez na Checkpoint Charlie - to przejscie graniczne miedzy Berlinem Zachodnim a reszta NRD. Zrobili tam muzeum,w ktorym opowiedziana jest historia muru, ale i przedstawione sa sposoby ucieczki z jednej strony na druga (np. ukrycie dziewczyny w dwoch specjalnie spreparowanych walizkach).
Poza tym jedzilismy bardzo duzo pociagami. Jakbysmy mieli ich niedosyt... ;)
Poszlismy jeszcze do sklepu Louis Vuiton - nie mieli takiej ladnej czapki, jak Gosi!
A teraz kilka obiecanych fotek z poprzednich dni:
Tym przyjechalismy :))
Nad rzeka Spree, przy muzem Pergamonu
Na kopule Reichstagu. Godzinka w kolejce (15 minut w srodku), ale warto bylo!
Slon akrobata ;)
poniedziałek, 23 lipca 2007
Day 2 - sony center ;)
Dzis zwiedzamy troche berlina zachodniego. Jestesmy wlasnie na pieknym, ultranowoczesnym placu Poczdamskim. Jest tu m.in. Sony Center, a dzieki laptopom polaczonym do sieci, mozemy sobie cos napisac bez oplat ;)
internet jednak dziala tu za wolno, zeby wysylac zdjecia...
wczesniej bylismy w ZOO :) bardzo kontaktowe zwierzaki!
buziaki for all!
G&B
ps - spimy jak zabici, nie obudzila nas nawet grupa amerykanow wracajaca pozno z imprezy do naszego pokoju
internet jednak dziala tu za wolno, zeby wysylac zdjecia...
wczesniej bylismy w ZOO :) bardzo kontaktowe zwierzaki!
buziaki for all!
G&B
ps - spimy jak zabici, nie obudzila nas nawet grupa amerykanow wracajaca pozno z imprezy do naszego pokoju
niedziela, 22 lipca 2007
Day 1 - ciag dalszy
Jestesmy juz w Berlinie! Podroz minela szybko i przyjemnie.
Na nasze szczescie, jak dotarlismy na Berlin Hauptbahnhof, wyszlo slonce.
Mieszkamy w Circus Hostel (jest przy samej stacji metra!) w ladnym siedmioosobowym pokoju :) lozka pojedyncze (a nie pietrowe) - luksus!
Mimo, ze troche zmeczeni, zaczelismy zwiedzanie:
- Pergamonmuseum z pieknymi rekonstrukcjami Oltarza z Pergamonu i ulicy z Babilonu - wszystko oczywiscie z czasow antycznych. Powitala nas polska obsluga, a dodatkowo zaskoczyl nas bezplatny audioguide po polsku! Dotarcie do samego muzeum zajelo nam godzinke, bo jeszcze nie jestesmy tak dobrze zorientowani ;)
- potem mega-spacer po Unter den Linden - najwazniejszej ulicy Berlina - az do Bramy Brandenburskiej
- po drodze wieza telewizyjna (ale tylko z dolu bo kolejka i drogo!) i katedra berlinska
Jest niedziela i wszystkie sklepy zajete, wiec zrobilismy sobie wycieczke na dworzec po cole ;)
Liczba godzin w pociagu: 6h10m
Euro wydanych w restauracjach, barach, itp.: 0 (podziekowania dla Mamy za kanapki i ogorki!)
Nie mamy ze soba karciochy pamieciochy, wiec bez zdjec dzis (ale juz 50 napstrykalismy).
Na nasze szczescie, jak dotarlismy na Berlin Hauptbahnhof, wyszlo slonce.
Mieszkamy w Circus Hostel (jest przy samej stacji metra!) w ladnym siedmioosobowym pokoju :) lozka pojedyncze (a nie pietrowe) - luksus!
Mimo, ze troche zmeczeni, zaczelismy zwiedzanie:
- Pergamonmuseum z pieknymi rekonstrukcjami Oltarza z Pergamonu i ulicy z Babilonu - wszystko oczywiscie z czasow antycznych. Powitala nas polska obsluga, a dodatkowo zaskoczyl nas bezplatny audioguide po polsku! Dotarcie do samego muzeum zajelo nam godzinke, bo jeszcze nie jestesmy tak dobrze zorientowani ;)
- potem mega-spacer po Unter den Linden - najwazniejszej ulicy Berlina - az do Bramy Brandenburskiej
- po drodze wieza telewizyjna (ale tylko z dolu bo kolejka i drogo!) i katedra berlinska
Jest niedziela i wszystkie sklepy zajete, wiec zrobilismy sobie wycieczke na dworzec po cole ;)
Liczba godzin w pociagu: 6h10m
Euro wydanych w restauracjach, barach, itp.: 0 (podziekowania dla Mamy za kanapki i ogorki!)
Nie mamy ze soba karciochy pamieciochy, wiec bez zdjec dzis (ale juz 50 napstrykalismy).
Day 1
Wyruszamy!
Pociąc z Warszawy do Berlina mamy o 7:22. Na miejscu powinniśmy być około 13. Naszą pierwszą metą jest The Circus Hostel.
Nasze plecaki ważą:
Gosi - 12,5 razem z podręcznym
Bartka - 12.
Uważam, że to całkiem nieźle ;)
See U
Gosia
Pociąc z Warszawy do Berlina mamy o 7:22. Na miejscu powinniśmy być około 13. Naszą pierwszą metą jest The Circus Hostel.
Nasze plecaki ważą:
Gosi - 12,5 razem z podręcznym
Bartka - 12.
Uważam, że to całkiem nieźle ;)
See U
Gosia
wtorek, 15 maja 2007
Przewodniki? Lonely Planet :)
Chwila oddechów między egzaminami :) i można znów pomyśleć trochę o podróży, która zbliża się coraz szybciej! Już nie możemy się doczekać! Zwłaszcza, że pogoda robi się coraz bardziej letnia (wczoraj prawie 30 stopni!).
Ale do rzeczy: przewodniki. Mamy spory dylemat. Do odwiedzenia jest tyle miejsc (8 miast) i w każde chciałoby się zanurzyć... A do tego potrzebne są przewodniki. Ciężkie przewodniki. Jak to zrobić, żeby był wilk syty (przewodnikowa wiedza o każdym miejscu) i owca cała (bez tych dodatkowych kilku kilogramów na plecach).
Pomysły są dwa:
1. Xero wybranych stron z przewodników, które nas interesują
2. Notatki zrobione z tych przewodników - czyli dokładne planowanie miejsc, które chcemy zobaczyć w danym mieście. Moja modyfikacja tego pomysłu to umieszczanie tych "notatek" na blogu - jeszcze przed wyprawą :)
Teraz do głowy przychodzi mi zabranie starego palmtopa do tego celu... Ale to też jest jednak ciężkie (razem z ładowarką...).
Oczywiście naszymi ulubionymi przewodnikami są te spod znaku Lonely Planet - polecamy!
Ale do rzeczy: przewodniki. Mamy spory dylemat. Do odwiedzenia jest tyle miejsc (8 miast) i w każde chciałoby się zanurzyć... A do tego potrzebne są przewodniki. Ciężkie przewodniki. Jak to zrobić, żeby był wilk syty (przewodnikowa wiedza o każdym miejscu) i owca cała (bez tych dodatkowych kilku kilogramów na plecach).
Pomysły są dwa:
1. Xero wybranych stron z przewodników, które nas interesują
2. Notatki zrobione z tych przewodników - czyli dokładne planowanie miejsc, które chcemy zobaczyć w danym mieście. Moja modyfikacja tego pomysłu to umieszczanie tych "notatek" na blogu - jeszcze przed wyprawą :)
Teraz do głowy przychodzi mi zabranie starego palmtopa do tego celu... Ale to też jest jednak ciężkie (razem z ładowarką...).
Oczywiście naszymi ulubionymi przewodnikami są te spod znaku Lonely Planet - polecamy!
środa, 2 maja 2007
Cisza na blogu
Spadek aktywności na blogu jest spowodowany nieuchronnie zbliżającą się sesją. Dla mnie ostatnią (V rok), dla Gosi podwójną (dwa kierunku) :) tak więc częściej niż w necie można nas ostatnio zastać tutaj:
(http://www.buw.uw.edu.pl)
Teraz studenci samego UW są tam chyba w mniejszości. Trwa najazd maturzystów ;) No i my :P
(http://www.buw.uw.edu.pl)Teraz studenci samego UW są tam chyba w mniejszości. Trwa najazd maturzystów ;) No i my :P
Jesteśmy biskupami ;)
Hurra! 
Ha! Udało się! Dzięki opiniom naszych Kontrahentów na Allegro (zarówno tych, od których kupujemy jak i od tych, którzy postanowili wesprzeć naszą wyprawę robiąc zakupy na naszych aukcjach) dostaliśmy tzw. biskupie słoneczko. Czyli kolejną rangę w komentarzach na Allegro. 1 komentarz = 1 gwiazdka. Takie słoneczko jak nasze to ponad 625 zadowolonych z nas Allegrowiczów! Dziękujemy :)
niedziela, 8 kwietnia 2007
sobota, 7 kwietnia 2007
Transport miejski :)
A oto obiecana lista linków do stron komunikacji miejskiej na naszej trasie. Przyznam, że umieszczamy to także dla własnej wygody - żeby nie szukać już za każdym razem :)
Warszawa:
Zarząd Transportu Miejskiego tutaj mieszkamy, ale link dla porządku ;)
Berlin:
BVG - 72 h WelcomeCard za 21,00 € (+zniżki na zwiedzanie)
Amsterdam:
GVB - 72 h I amsterdam Card za 53,00 € (wiele zniżek na zwiedzanie)
Antwerpia (Antwerpen):
De Lijn - niestety brak wersji angielskiej - 24 h za 5,00 €/72 h za 10,00 € (zwykły bilet)
Paryż (Paris):
RATP - bilet 5-dniowy za 27,20 € (zwykły bilet bez wodotrysków)
Nicea (Nice):
tu będziemy tylko spacerować (trasa hotel-plaża-hotel) ;) ale jakby co jest niezły system, bo obejmuje 24 miejscowości: Ligne d'azur A żeby dostać się na lotnisko trzeba i tak mieć bilet 1-dniowy za 4 €, który pewnie będziemy chcieli kupić, bo Gosia nie chce iść na lotnisko na piechotę :P może jeszcze zmieni zdanie
Monachium (München):
MVV - 72 h za 20 € (ale dwuosobowy!)
Salzburg:
tutaj raczej bez autobusów, bo hostel tuż przy stacji kolejowej
Praga (Praha):
DP-Praha - 24 h za 80 CZK
Generalnie ceny nie są zbyt przystępne - zwłaszcza w porównaniu z cenami w Warszawie! Za ok. 3 euro bilet 72 h :) A za 20 euro to można cały miesiąc sobie śmigać. Co ciekawe w Warszawie ceny nie zmieniły się od dobrych kilku lat.
Warszawa:
Zarząd Transportu Miejskiego tutaj mieszkamy, ale link dla porządku ;)
Berlin:
BVG - 72 h WelcomeCard za 21,00 € (+zniżki na zwiedzanie)
Amsterdam:
GVB - 72 h I amsterdam Card za 53,00 € (wiele zniżek na zwiedzanie)
Antwerpia (Antwerpen):
De Lijn - niestety brak wersji angielskiej - 24 h za 5,00 €/72 h za 10,00 € (zwykły bilet)
Paryż (Paris):
RATP - bilet 5-dniowy za 27,20 € (zwykły bilet bez wodotrysków)
Nicea (Nice):
tu będziemy tylko spacerować (trasa hotel-plaża-hotel) ;) ale jakby co jest niezły system, bo obejmuje 24 miejscowości: Ligne d'azur A żeby dostać się na lotnisko trzeba i tak mieć bilet 1-dniowy za 4 €, który pewnie będziemy chcieli kupić, bo Gosia nie chce iść na lotnisko na piechotę :P może jeszcze zmieni zdanie
Monachium (München):
MVV - 72 h za 20 € (ale dwuosobowy!)
Salzburg:
tutaj raczej bez autobusów, bo hostel tuż przy stacji kolejowej
Praga (Praha):
DP-Praha - 24 h za 80 CZK
Generalnie ceny nie są zbyt przystępne - zwłaszcza w porównaniu z cenami w Warszawie! Za ok. 3 euro bilet 72 h :) A za 20 euro to można cały miesiąc sobie śmigać. Co ciekawe w Warszawie ceny nie zmieniły się od dobrych kilku lat.
piątek, 6 kwietnia 2007
Komunikacja miejska (public transport)
Nie da się dobrze poznać miasta bez korzystania z komunikacji miejskiej! Taką tezę stawiamy po zwiedzaniu Wiednia, Pragi, Lizbony a nawet Wrocławia. Dzięki przejażdżkom autobusami lub tramwajami można zaznać trochę życia "zwykłych" mieszkańców, zajrzeć w miejsca "off the beaten track" i posłuchać śmiesznych zapowiedzi w wagonach metra. Na przykład takich:

"Ukončete, prosím, výstup a nástup, dveře se zavírají. Příští stanice Můstek, přestup na linku A."
Ciekawe, w którym mieście w te wakacje będzie najciekawiej pod tym względem :) Wkrótce wrzucimy linki do stron firm transportowych z miast, do których jedziemy.

"Ukončete, prosím, výstup a nástup, dveře se zavírají. Příští stanice Můstek, přestup na linku A."
Ciekawe, w którym mieście w te wakacje będzie najciekawiej pod tym względem :) Wkrótce wrzucimy linki do stron firm transportowych z miast, do których jedziemy.
poniedziałek, 2 kwietnia 2007
InterRail - ceny 2007
A jednak! Nowe ceny od 1 kwietnia 2007 na bilety InterRail nie były żartem.
Nowe ceny podaję niżej. Niestety potwierdziła się informacja, że nie będzie zróżnicowania cen dla krajów (czyli Polacy będą płacili tyle samo, co w innych krajach europejskich).
Teraz mamy następujący dylemat. Nasza podróż będzie trwała właśnie 22 dni. Zastanawiamy się, czy wybrać opcję 10 z 22 dni czy całe 22 dni. Właściwie plan podróży umożliwia nam wzięcie tego 10 z 22, ale to będzie "na styk". Czyli jeśli będziemy mieli jakieś opóźnienie, to jest ryzyko, że będziemy musieli kupić normalny bilet. Nie będziemy też mogli zrobić żadnego wypadu pociągiem pod miasto, w którym aktualnie będziemy. Z drugiej strony 70 euro na osobę piechotą nie chodzi :) Jeszcze to policzymy ;)
Oficjalna strona: http://www.interrailnet.com/
Nowe ceny podaję niżej. Niestety potwierdziła się informacja, że nie będzie zróżnicowania cen dla krajów (czyli Polacy będą płacili tyle samo, co w innych krajach europejskich).
Ceny InterRail Global Pass (w euro)
| Liczba dni | Dorośli 1 kl. | Dorośli 2 kl. | Młodzież 2 kl. |
|---|---|---|---|
| 5 dni z 10 dni | 329 | 249 | 159 |
| 10 dni z 22 dni | 489 | 359 | 239 |
| 22 dni | 629 | 469 | 309 |
| 1 miesiąc | 809 | 599 | 399 |
Teraz mamy następujący dylemat. Nasza podróż będzie trwała właśnie 22 dni. Zastanawiamy się, czy wybrać opcję 10 z 22 dni czy całe 22 dni. Właściwie plan podróży umożliwia nam wzięcie tego 10 z 22, ale to będzie "na styk". Czyli jeśli będziemy mieli jakieś opóźnienie, to jest ryzyko, że będziemy musieli kupić normalny bilet. Nie będziemy też mogli zrobić żadnego wypadu pociągiem pod miasto, w którym aktualnie będziemy. Z drugiej strony 70 euro na osobę piechotą nie chodzi :) Jeszcze to policzymy ;)
Oficjalna strona: http://www.interrailnet.com/
czwartek, 29 marca 2007
Tyle rzeczy...
Tyle rzeczy czeka jeszcze na wystawienie na naszych aukcjach Allegro (przypominam: w ten sposób zbieramy część "budżetu" na podróż). Żeby jeszcze tylko znaleźć czas na to wystawianie... Oj na Święta będzie trzeba ten stragan sprzątnąć - może to nas zmobilizuje ;)
poniedziałek, 26 marca 2007
Jak rezerwować hostel?
Rezerwacja hosteli jest łatwa :) Wszystko, czego potrzebujesz, to karta kredytowa (płatnicza), którą można płacić w internecie. Np. Visa Classic, Master Card. Powinna też działać Visa Electron wydana przez Inteligo (kiedyś działała w internecie...).
My korzystaliśmy z hostelworld.com
Krok 1: wybranie miasta, a w nim hostelu. Najlepiej wybrać od razu termin przyjazdu i liczbę nocy - wtedy od razu wiadomo, czy są wolne miejsca.
Krok 2: wybranie typu pokoju (zwykle w jednym hostelu są różne pokoje - wieloosobowe koedukacyjne, wieloosobowe żeńskie/męskie, prywatne). Łazienka może być w pokoju (ensuite) lub na korytarzu (shared).
Krok 3: rezerwacja - aby zarezerwować hostel trzeba wpłacić 10% zaliczki (właśnie kartą kredytową). Resztę płaci się gotówką w dniu przyjazdu (lub kartą, jeśli hostel ma taką opcję). Hostelworld liczy też 1,50 euro za rezerwację (niezależnie od liczby dni i osób). Jeśli rezerwuje się w większej liczbie hosteli, opłaca się wykupić tzw. Gold Card za ok. 8 euro - wtedy nie płaci się już tej opłaty rezerwacyjnej. Trzeba sobie to po prostu policzyć.
Gdybyście mieli jakieś pytania, piszcie w komentarzach - postaramy się odpowiedzieć - może komuś się przyda nasza rada :)
My korzystaliśmy z hostelworld.com
Krok 1: wybranie miasta, a w nim hostelu. Najlepiej wybrać od razu termin przyjazdu i liczbę nocy - wtedy od razu wiadomo, czy są wolne miejsca.
Krok 2: wybranie typu pokoju (zwykle w jednym hostelu są różne pokoje - wieloosobowe koedukacyjne, wieloosobowe żeńskie/męskie, prywatne). Łazienka może być w pokoju (ensuite) lub na korytarzu (shared).
Krok 3: rezerwacja - aby zarezerwować hostel trzeba wpłacić 10% zaliczki (właśnie kartą kredytową). Resztę płaci się gotówką w dniu przyjazdu (lub kartą, jeśli hostel ma taką opcję). Hostelworld liczy też 1,50 euro za rezerwację (niezależnie od liczby dni i osób). Jeśli rezerwuje się w większej liczbie hosteli, opłaca się wykupić tzw. Gold Card za ok. 8 euro - wtedy nie płaci się już tej opłaty rezerwacyjnej. Trzeba sobie to po prostu policzyć.
Gdybyście mieli jakieś pytania, piszcie w komentarzach - postaramy się odpowiedzieć - może komuś się przyda nasza rada :)
Noclegi :)
W zeszłym roku sami sprawdziliśmy, że rezerwowanie hosteli na ostatnią chwilę nie jest dobre, bo najczęściej bierze się to co jest, a nie to co się chce :) Oczywiście niektórzy (w tym jeden z moich znajomych ze studiów) twierdzą, że najlepiej jechać w ciemno i szukać na miejscu, bo zawsze się coś znajdzie "wystarczy" wejść do punktu informacji turystycznej i powiedzieć "dajcie mi tani nocleg". Może i tak jest, ale wtedy to już zupełnie nie ma się wpływu na to, gdzie się wyląduje. Poza tym po co tracić cenny wakacyjny czas na chodzenie po mieście z plecakami. Lepiej załatwić to w jakiś nudny lutowo-marcowy wieczór siedząc wygodnie i przeglądając hostelworld.com :)
Tak też zrobiliśmy. Oto nasze wybory:
Berlin - The Circus Hostel - nowocześnie urządzony, niezła lokalizacja - rating (oceny osób, które tam były) aż 93%
Amsterdam - Flying Pig Downtown - to jest chyba najbardziej zwariowany hostel na trasie :) znany wśród prawie wszystkich backpackersów - polecano nam to miejsce, gdy byliśmy w Wiedniu. Rating 87% (też nieźle - inne w tym mieście mają średnio 70%)
Antwerpia - Abhostel - w tym mieście nie było wielkie wyboru, ładne pokoje :) rating 93%
Paryż - Appihotel - to właściwie tani hotelik, bo hosteli w samym Paryżu nie jest zbyt wiele. Poza tym fajnie będzie odpocząć od wieloosobowych sal w tzw. private room ;) rating 79% nothing special
Nicea - Hotel le Petit Trianon - znów hotelik. Baaardzo blisko plaży. Czyli zgodnie z założeniem: przerwa od szalonego zwiedzania. Będziemy się byczyć. Przynajmniej taki jest plan :P rating 88%
Monachium - Wombat's City Hostel - sprawdzona marka! Byliśmy w Wobat'sie w Wiedniu i było genialnie! Ciekawe czy filia w Monachium jest równie rozrywkowa... 91%
Salzburg - Yoho International Youth Hostel - rating 80% - wybór w mieście Mozarta niestety marny. Ale za to rzut beretem od stacji kolejowej :)
Praga - Miss Sophie's - 89% - nowiutki, niezła lokalizacja
Oczywiście sami też wystawi ocenę :) Jeszcze tylko 4 miesiące...
Tak też zrobiliśmy. Oto nasze wybory:
Berlin - The Circus Hostel - nowocześnie urządzony, niezła lokalizacja - rating (oceny osób, które tam były) aż 93%
Amsterdam - Flying Pig Downtown - to jest chyba najbardziej zwariowany hostel na trasie :) znany wśród prawie wszystkich backpackersów - polecano nam to miejsce, gdy byliśmy w Wiedniu. Rating 87% (też nieźle - inne w tym mieście mają średnio 70%)
Antwerpia - Abhostel - w tym mieście nie było wielkie wyboru, ładne pokoje :) rating 93%
Paryż - Appihotel - to właściwie tani hotelik, bo hosteli w samym Paryżu nie jest zbyt wiele. Poza tym fajnie będzie odpocząć od wieloosobowych sal w tzw. private room ;) rating 79% nothing special
Nicea - Hotel le Petit Trianon - znów hotelik. Baaardzo blisko plaży. Czyli zgodnie z założeniem: przerwa od szalonego zwiedzania. Będziemy się byczyć. Przynajmniej taki jest plan :P rating 88%
Monachium - Wombat's City Hostel - sprawdzona marka! Byliśmy w Wobat'sie w Wiedniu i było genialnie! Ciekawe czy filia w Monachium jest równie rozrywkowa... 91%
Salzburg - Yoho International Youth Hostel - rating 80% - wybór w mieście Mozarta niestety marny. Ale za to rzut beretem od stacji kolejowej :)
Praga - Miss Sophie's - 89% - nowiutki, niezła lokalizacja
Oczywiście sami też wystawi ocenę :) Jeszcze tylko 4 miesiące...
środa, 21 marca 2007
Eléctrico - Lisboa
wtorek, 20 marca 2007
Nicea-Monachium
Planując sposób przemieszczania się pomiędzy miastami, korzystamy z niezawodnego (mamy nadzieję) narzędzia do wyszukiwania europejskich połączeń kolejowych, które nazywa się HAFAS. Korzystamy z wersji Deutsche Bahn. Wyszukuje nie tylko połączenia na terenie Niemiec. Polecamy :)
Ale do sedna. Zwykle między miastami dało się znaleźć w miarę dogone połączenia, które nie powinny być bardzo męczące. Jednak po wpisaniu w wyszukiwarce Nice Ville - München Hbf pokazują się połączenia, które nie dość, że przewidują czas podróży na 14 do 16 godzin, to jeszcze zawierają w sobie pociągi nocne, na które jest dodatkowa opłata. Próbowaliśmy różnych kombinacji, włącznie z powrotem do Paryża lub zahaczeniem o północne Włochy. Niestety nijak nie dało się tego rozegrać racjonalnie (np. żeby nie zwiedzać Mediolanu o 3 w nocy...).
Wtedy nas oświeciło :) Samolot! Szybko weszliśmy na naszą tajemną stronę www.whichbudget.com. Nikt z osób, z którymi rozmawiamy jej nie zna, a jest to chyba jedyny serwis, w którym można znaleźć wszystkie tanie linie lotnicze pogrupowane portami lotniczymi. Adres strony otrzymałem od miłego podróżnika, który wspiera nas dobrymi radami. W dodatku strona ta jest na bieżąco aktualizowana, więc polecamy je jako źródło wiedzy o tym: dokąd można wylecieć z... oraz jak można dolecieć do... Strona nie wyszukuje konkretnych połączeń - pokazuje po prostu, jakie linie obsługują dany kierunek. Polecamy! Nam udało się znaleźć połączenie Nicea-Monachium za jedyne 29 euro z opłatami! Tak więc zamiast 15 godzin, podróż zajmie półtorej godzinki z Air Berlin! Oczywiście dochodzi jeszcze podróż z lotniska, ale sprawdziliśmy, że lotnisko w Monachium jest połączone koleją z miastem (mamy nadzieję, że Interrail zadziała!), a lotnisko w Nicei jest bardzo blisko - zobaczcie sami na mapie :) miasto jest w środku, a kierując się na południowy zachód można zobaczyć pasy startowe Aéroport Nice Côte d'Azur.
mapka zaraz się pojawi...
Ale do sedna. Zwykle między miastami dało się znaleźć w miarę dogone połączenia, które nie powinny być bardzo męczące. Jednak po wpisaniu w wyszukiwarce Nice Ville - München Hbf pokazują się połączenia, które nie dość, że przewidują czas podróży na 14 do 16 godzin, to jeszcze zawierają w sobie pociągi nocne, na które jest dodatkowa opłata. Próbowaliśmy różnych kombinacji, włącznie z powrotem do Paryża lub zahaczeniem o północne Włochy. Niestety nijak nie dało się tego rozegrać racjonalnie (np. żeby nie zwiedzać Mediolanu o 3 w nocy...).
Wtedy nas oświeciło :) Samolot! Szybko weszliśmy na naszą tajemną stronę www.whichbudget.com. Nikt z osób, z którymi rozmawiamy jej nie zna, a jest to chyba jedyny serwis, w którym można znaleźć wszystkie tanie linie lotnicze pogrupowane portami lotniczymi. Adres strony otrzymałem od miłego podróżnika, który wspiera nas dobrymi radami. W dodatku strona ta jest na bieżąco aktualizowana, więc polecamy je jako źródło wiedzy o tym: dokąd można wylecieć z... oraz jak można dolecieć do... Strona nie wyszukuje konkretnych połączeń - pokazuje po prostu, jakie linie obsługują dany kierunek. Polecamy! Nam udało się znaleźć połączenie Nicea-Monachium za jedyne 29 euro z opłatami! Tak więc zamiast 15 godzin, podróż zajmie półtorej godzinki z Air Berlin! Oczywiście dochodzi jeszcze podróż z lotniska, ale sprawdziliśmy, że lotnisko w Monachium jest połączone koleją z miastem (mamy nadzieję, że Interrail zadziała!), a lotnisko w Nicei jest bardzo blisko - zobaczcie sami na mapie :) miasto jest w środku, a kierując się na południowy zachód można zobaczyć pasy startowe Aéroport Nice Côte d'Azur.
mapka zaraz się pojawi...
poniedziałek, 19 marca 2007
Kolczyki

W zeszłym roku odkryłam na allegro biżuterię artystyczną, wykonywaną ręcznie z gotowych półfabrykantów. I oszalałam ;) kupowałam ręcznie wykonywane klipsy. Zaczęłam je kolekcjonować - podziwiałam pomysłowość osób, które je wykonują, ich pracę i staranność. To przyjemne nosić coś, co zostało wykonane ręcznie, nie w Chinach, ale w wolnym czasie, przy biurku, w pracowni, z sercem.
Długo nie przychodziło mi do głowy by spróbować, aż do Świąt Bożego Narodzenia - Bartek powiedział, żebym kupiła sobie koraliki i spróbowała. Zainwestowaliśmy w to 100 zł. Później - jeszcze zanim się zwróciło, kolejne kilkadziesiąt. Wykonałam ok 40 par - dochód z aukcji na razie pokrył jedynie koszty, które ponieśliśmy kupując półfabrykanty i narzędzia. Kokosów może z tego nie mamy ;) jak planowaliśmy, ale znalazłam coś co lubię robić. Własną formę tworzenia.
Gosia
Miłe komentarze do aukcji
Jak pisaliśmy wcześniej, fundusze na wyjazd zbieramy sprzedając różniste przedmioty na aukcjach allegro. Nie kryjemy się z tym i na aukcjach przeznaczonych na ten cel piszemy o naszych planach. Nawet dodaliśmy swoje zdjęcie z jednego z wyjazdów. Jak się okazuje, część osób osób to zauważa. Być może dzięki tej wzmiance decydują się na zakupy akurat u nas :) A oto dowody! Kilka wybranych komentarzy do udanych transakcji:
Wszystkie komentarze można sobie przejrzeć tutaj :) A mamy ich aż 553 i rośnie :)
"Wszystko w porządku, szybka wysyłka. Polecam. Udanych podróży;)"
"wszystko w porządku. naturalnie polecam. miłej podróży:)"
"Transakcja przeprowadzona bardzo sprawnie, przesylka doszla bardzo szybko, wszystko w najlepszym porzadku.Zycze cudownych wrazen z podrozy.Pozdrawiam."
"Goraco polecam, bardzo szybka przesyłka, towar zgodny z opisem-bez najmniejszych problemów! Warto!!! Pozdrawiam:-)...aaa i życzę powodzenia w zdobywaniu Europy."
Wszystkie komentarze można sobie przejrzeć tutaj :) A mamy ich aż 553 i rośnie :)
Ciepłe słowa dostajemy także w mailach :)
Interrail - pociągiem po Europie
Czym jest Interrail? To europejski bilet, który umożliwia nieograniczone podróże pociągami zrzeszonymi w IRC (Inter Rail Community). Mając ten bilet, nie musimy już płacić za podróż w określonym czasie. Dopłaty są wymagane na niektórych szybkich pociągach (np. TGV we Francji), pociągach nocnych itp.
Od 1 kwietnia 2007 zmieniają się zasady taryfowe dla biletów Interrail. Dostępne będą takie bilety:
Inter Rail Global Pass (ważny w 31 krajach Europy)
5 dni z 10 dni
10 dni z 22 dni
22 dni z 22 dni
1 miesiąc.
Są też bilety InterRail One Country Pass, które zastępują dawne Eurodomino - czyli bilety na 1 kraj.
My zastanawiamy się, czy wybrać wersję "22 z 22 dni" czy "10 z 22 dni". Teoretycznie będziemy przemieszczać się właśnie przez około 10 dni, ale nie wiemy jak będą zaliczane pociągi nocne oraz czy nie będziemy chcieli sobie gdzieś skoczyć jakimś pociągiem regionalnym. Pewnie zdecydujemy się na "full opcję", żeby się nie stresować :)
PS: ceny wg nowych taryf dla Polaków nie są jeszcze znane. Natomiast zgodnie z informacją tutaj: http://www.treinreiswinkel.nl/specials/interrail 469 euro będzie kosztował bilet 22 z 22 (ale to cena dla Holendrów, miejmy nadzieję, że nam trochę opuszczą...)
Od 1 kwietnia 2007 zmieniają się zasady taryfowe dla biletów Interrail. Dostępne będą takie bilety:
Inter Rail Global Pass (ważny w 31 krajach Europy)
5 dni z 10 dni
10 dni z 22 dni
22 dni z 22 dni
1 miesiąc.
Są też bilety InterRail One Country Pass, które zastępują dawne Eurodomino - czyli bilety na 1 kraj.
My zastanawiamy się, czy wybrać wersję "22 z 22 dni" czy "10 z 22 dni". Teoretycznie będziemy przemieszczać się właśnie przez około 10 dni, ale nie wiemy jak będą zaliczane pociągi nocne oraz czy nie będziemy chcieli sobie gdzieś skoczyć jakimś pociągiem regionalnym. Pewnie zdecydujemy się na "full opcję", żeby się nie stresować :)
PS: ceny wg nowych taryf dla Polaków nie są jeszcze znane. Natomiast zgodnie z informacją tutaj: http://www.treinreiswinkel.nl/specials/interrail 469 euro będzie kosztował bilet 22 z 22 (ale to cena dla Holendrów, miejmy nadzieję, że nam trochę opuszczą...)
sobota, 17 marca 2007
Hostele
Praktycznie wszystkie noclegi na naszej trasie planujemy w hostelach. Nie ma właściwie dobrego polskiego odpowiednika dla tego słowa. Najbliższe to zapewne "schroniska młodzieżowe", ale jak zdążyliśmy się już przekonać, te miejsca przyciągają ludzi w bardzo różnym wieku. Nie zmienia to faktu, że większość stanowią osoby w wieku 20-25 lat (tak jak my :)).
Hostele są właściwie w każdym mieście, gdzie docierają turyści. Naszą ulubioną stroną do poszukiwania oraz rezerwowania miejsc, jest witryna hostelworld.com. Wystarczy wybrać kraj i miasto, a wyświetlą się wszystkie hostele, w których są wolne miejsca... Polecamy! Sprawdziliśmy już ten serwis przy rezerwacji hosteli w Pradze, Wiedniu i Lizbonie. Warto zwracać uwagę na oceny (rating) innych osób, które wcześniej spały w danym miejscu.
Hostele są właściwie w każdym mieście, gdzie docierają turyści. Naszą ulubioną stroną do poszukiwania oraz rezerwowania miejsc, jest witryna hostelworld.com. Wystarczy wybrać kraj i miasto, a wyświetlą się wszystkie hostele, w których są wolne miejsca... Polecamy! Sprawdziliśmy już ten serwis przy rezerwacji hosteli w Pradze, Wiedniu i Lizbonie. Warto zwracać uwagę na oceny (rating) innych osób, które wcześniej spały w danym miejscu.
czwartek, 15 marca 2007
Cudowne rozmnożenie?
Jak pisałem kilka dni temu, żeby wyjechać na taką wyprawę potrzebne są pieniądze. I to niemałe! Zbieramy grosz do grosza, ale żeby szybciej osiągnąć cel, postanowiliśmy nie trzymać naszych oszczędności "w skarpecie". Chcemy, żeby zaczęły się rozmnażać. Chociaż trochę :)
Postanowiliśmy wpłacać wszystko w fundusze inwestycyjne. Nie jest to dla nas nowa forma oszczędzania, więc nie musieliśmy długo szukać. Mamy konto w mBanku, a tam aktywną usługę Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, dzięki któremu można bardzo łatwo kupować i sprzedawać jednostki funduszy. Wybraliśmy tzw. agresywny profil - czyli fundusze akcji. Można zyskać najwięcej, ale jest też ryzyko straty... Zobaczymy :) Teraz jesteśmy trochę "do tyłu"...
Jeśli chcesz założyć konto w mBanku, skorzystaj z poniższego linku:
Postanowiliśmy wpłacać wszystko w fundusze inwestycyjne. Nie jest to dla nas nowa forma oszczędzania, więc nie musieliśmy długo szukać. Mamy konto w mBanku, a tam aktywną usługę Supermarket Funduszy Inwestycyjnych, dzięki któremu można bardzo łatwo kupować i sprzedawać jednostki funduszy. Wybraliśmy tzw. agresywny profil - czyli fundusze akcji. Można zyskać najwięcej, ale jest też ryzyko straty... Zobaczymy :) Teraz jesteśmy trochę "do tyłu"...
Jeśli chcesz założyć konto w mBanku, skorzystaj z poniższego linku:
poniedziałek, 12 marca 2007
Fundusze
Niestety jak się okazuje, podróżowanie po Europie Zachodniej do tanich nie należy. Aby zgromadzić chociaż część potrzebnej kwoty, postanowiliśmy zwiększyć swoją aktywność na Allegro. Zrobiliśmy generalny przegląd szafek, szuflad, piwnic, strychów, schowków. Wszystko, co zostało zakwalifkowane "nie przyda się" zostało wystawione na Allegro. WSZYSTKO! Jak się okazuje, właściwie nie ma rzeczy, która prędzej czy później by się nie sprzedała na Allegro... Oprócz używanych książek, albumów, płyt, lampek i innych dziwactw sprzedajemy jeszcze kolczyki... ale o tym w innym poście. W każdym razie - jeśli chcecie pomóc nam w osiągnięciu celu - Nasze aukcje na Allegro :)
Skąd ten pomysł?
Skąd pomysł, żeby wyruszyć w podróż po Europie pociągiem? Kilka lat temu dowiedzieliśmy się o hostelu Wombat's w Wiedniu. Oglądając ich stronę (zwłaszcza część z filmami-wywiadami z goścmi) stwierdziliśmy, że to coś dla nas! Przymierzaliśmy się do podboju Wiednia kilka razy, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie... Aż do wakacji 2006 - wtedy udało się wygospodarować 5 dni wolnego. Klimat hostelu hostelu był niesamowity - ciężko to opisać. Oczywiście najważniejsi byli ludzie. Właściwie wyróżnialiśmy się tym, że nasza podróż to Warszawa-Wiedeń-Warszawa, podczas gdy praktycznie 99% osób, z którymi rozmawialiśmy w hostelu było w trakcie wielkiej wyprawy po Europie (byli przed Pragą, po Pradze, po Wenecji, przed Monachium, po Krakowie, przed Salzburgiem, po Budapeszcie, przed Kolonią i tak dalej...). Wtedy postanowiliśmy: za rok dołączamy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

